Specjaliści radzą
Moc słów: słowa - skrzydła i słowa - kotwice. Jak to co mówisz dzisiaj, programuje dorosłość Twojego dziecka i ucznia?
- 25.10.2026 18:49
Dzieci i dorośli noszą w sobie niewidzialne plecaki. Niektóre z tych plecaków są lekkie, wypełnione piórami – to dzieci, które dostały od dorosłych słowa - skrzydła. Inne ledwo powłóczą nogami, przygniecione ciężarem głazów – słów - kotwic, które usłyszały w chwilach złości, bezsilności lub pośpiechu...
Jak to, co mówisz dzisiaj, programuje dorosłość Twojego dziecka i ucznia ?
W swojej codziennej pracy jako pedagog specjalny, mediator i terapeuta spotykam dzieci i dorosłych, którzy noszą w sobie niewidzialne plecaki. Niektóre z tych plecaków są lekkie, wypełnione piórami – to dzieci, które dostały od dorosłych słowa - skrzydła. Inne ledwo powłóczą nogami, przygniecione ciężarem głazów – słów - kotwic, które usłyszały w chwilach złości, bezsilności lub pośpiechu.
My, dorośli – rodzice, dziadkowie, ciocie czy nauczyciele – często zapominamy o jednej fundamentalnej prawdzie: sposób, w jaki rozmawiamy z dziećmi, szczególnie na poziomie szkoły podstawowej, staje się ich wewnętrznym głosem w dorosłości. Nasze komunikaty budują architekturę ich mózgu „tu i teraz”, a jednocześnie piszą scenariusz na caaaaałe ich dorosłe życie.
Na „tu i teraz”- biologia stresu w szkolnej ławce i przy rodzinnym stole.
Z perspektywy neurorozwoju słowo nie jest jedynie falą dźwiękową. Słowo to impuls, który potrafi fizycznie otworzyć mózg dziecka na naukę i świat albo natychmiast go zablokować. Kiedy uczeń słyszy od nauczyciela lub rodzica pełne frustracji: „Znowu to samo! Ile razy mam Ci powtarzać, żebyś się w końcu skupił/wziął do roboty?”, w jego organizmie dochodzi do biochemicznej burzy a bywa, że i tornada (tu może mieć swój początek nawet trauma).
Aparat poznawczy dziecka zostaje odcięty. Ciało migdałowate alarmuje o zagrożeniu, poziom kortyzolu i adrenaliny szybuje w górę, a logicznie myśląca kora przedczołowa zwyczajnie się wyłącza. Dziecko nie staje się dzięki temu bardziej skupione – ono przechodzi w tryb przetrwania. Może zamknąć się w sobie (ucieczka/zamrożenie) albo zacząć pyskować (walka), chce tylko przetrwać ten moment.
Kiedy jednak zmienimy narrację i powiemy: „Widzę, że to zadanie sprawia ci trudność i pewnie stąd czujesz złość. To naturalne, kiedy coś nam nie wychodzi od razu. Sprawdźmy wspólnie, w którym miejscu się zatrzymałeś”, dzieje się magia. Układ nerwowy się wycisza, wydziela się oksytocyna, a mózg dostaje sygnał: Jest bezpiecznie. Mogę podjąć próbę.
Jak chwalić, by nie odebrać mocy? Pułapka „zdolnego dziecka”:
Jako specjaliści często powtarzamy: bądzmy uważni na pochwały, które paraliżują. Psycholog prof. Carol Dweck w swoich badaniach nad nastawieniem na rozwój (Growth Mindset) udowodniła, że chwalenie dzieci za ich stałe cechy (np. inteligencję, talent) wprost odbiera im moc w obliczu trudności.
Gdy mówimy: „Piątka z matematyki? No jasne, przecież Ty z matmy to jesteś genialny!”, dziecko czuje dumę, ale też ogromną presję. Zaczyna wierzyć, że jego wartość zależy od bycia „nieomylnym”, nieustannie genialnym. W dorosłym życiu tacy ludzie często cierpią na syndrom oszusta – unikają wyzwań i trudnych zadań z lęku, że jeśli odniosą porażkę, świat odkryje, że wcale nie są tacy genialni.
Dające moc słowa - skrzydła kierują uwagę na proces i wysiłek: „Widziałem, ile czasu spędziłeś nad tym zadaniem. Szukałeś różnych rozwiązań i nie poddałeś się, choć pierwszy pomysł nie wypalił. Twój wysiłek przyniósł świetny efekt, brawo”. Taki komunikat uczy dziecko, że sukces jest efektem pracy, a błąd to nie koniec świata, lecz po prostu część procesu uczenia się.
Na całe życie - jak powstają podświadome skrypty:
W Analizie Transakcyjnej (koncepcji stworzonej przez Erica Berne'a) mówi się o tzw. skryptach życiowych. To podświadomy plan na życie, który człowiek pisze w swoich pierwszych latach, w dużej mierze pod wpływem komunikatów płynących od tych najważniejszych dorosłych. Szkoła podstawowa jest kluczowym etapem tego procesu. Etykiety takie jak: „Zostaw już to, lepiej jak sama to zrobię, ty zawsze coś popsujesz” albo „Ciągle bujasz w obłokach, nic z ciebie nie będzie”, nigdy nie znikają wraz z dzwonkiem na przerwę. One kiełkują. Dwadzieścia lat później ten mały chłopiec lub dziewczynka, stojąc przed szansą na awans w pracy albo budując relację partnerską, usłyszy w swojej głowie dokładnie te same słowa. Pomyśli: „Szkoda się w ogóle starać i tak to wszystko nic nie da, a koniec końcow będzie jak zawsze”.
Zamiast tego możemy podarować im kapitał na przyszłość, mówiąc: „Masz prawo popełnić błąd, bo tylko w ten sposób się uczysz. Twoje zdanie jest dla mnie ważne. Spróbuj jeszcze raz, wierzę, że dasz radę”. Dorosły, który wyrósł na takich słowach, potrafi stawiać granice, jest asertywny, nie boi się porażek i ma stabilne poczucie własnej wartości.
Świadomość zamiast automatyzmu:
Praca z dziećmi – zarówno ta w domu, jak i w klasie – bywa wycieńczająca. Nie jesteśmy robotami. Każdemu z nas zdarzy się warknąć, stracić cierpliwość czy powiedzieć o dwa słowa za dużo. Kluczem nie jest bycie idealnym, ale bycie świadomym. Jeśli puszczą nam nerwy, zawsze możemy wrócić do dziecka i powiedzieć: „Przepraszam, że krzyknęłam. To nie była twoja wina”. To również jest komunikat dający ogromną moc – uczy odpowiedzialności za własne emocje.
Zanim następnym razem otworzysz usta, by skomentować zachowanie dziecka w emocjach, weź głęboki oddech albo dziesięć głębokich oddechów… A potem zadaj sobie jedno proste pytanie: Czy chciałbym, aby te słowa stały się JEGO wewnętrznym głosem, gdy będzie się dorosły człowiekiem?
I jeszcze słów kilka od pedagoga :
Po więcej wiedzy zapraszamy do naszych gabinetów.
pedagog specjalny
mgr Anna Konieczna
- Wróć do listy artykułów
Ostatnie artykuły